Cztery dni, podczas których kurort cofa się w czasie
Przez lata wyścigi konne na sopockim Hipodromie były jedną z tych nielicznych letnich atrakcji, na które można było po prostu przyjść. Bez kupowania biletu, wcześniejszej rezerwacji i zastanawiania się, czy rodzinne wyjście nie okaże się kolejnym poważnym wydatkiem. Wstęp był wolny.
W tym roku jest inaczej. Na teren wydarzenia obowiązują bilety. Jednodniowa wejściówka kupowana przez internet kosztuje 26,50 zł, a mieszkańcy posiadający Kartę Sopocką mogą skorzystać z 50-procentowej zniżki. Dla części publiczności będzie to opłata symboliczna, inni być może uznają, że spontaniczne wyjście na wyścigi przestało być tak oczywiste jak wcześniej.
Organizatorzy nie przedstawili szerzej powodów tej zmiany. Można przypuszczać, że przygotowanie imprezy, zabezpieczenie terenu i utrzymanie całej infrastruktury kosztują coraz więcej. Warto jednak odnotować, że kończy się pewna tradycja. Sopockie wyścigi przez lata kojarzyły się właśnie z otwartością i możliwością wejścia z ulicy, nawet tylko na jedną gonitwę.
Pierwszy tegoroczny weekend wyścigowy odbył się 11 i 12 lipca. Drugi, a zarazem ostatni, zaplanowano na 18 i 19 lipca. Wydarzenie rozpoczyna się o godzinie 15.00, a pierwsze konie ruszają pół godziny później. Potem sopocki tor ponownie ucichnie aż do następnego lata.
Wypadek podczas pierwszego weekendu
Cień na tegorocznych wyścigach położył poważny wypadek konia, który wyrwał się osobie prowadzącej, przebiegł główną aleją i deptakiem, stwarzając realne zagrożenie dla znajdujących się tam ludzi, a następnie uderzył w stare ogrodzenie. Zwierzę odniosło poważne obrażenia, a mimo zdarzenia gonitwy były kontynuowane. Wypadek rodzi pytania o zabezpieczenie terenu, stan infrastruktury oraz procedury obowiązujące w miejscu, w którym konie przemieszczają się w bezpośrednim sąsiedztwie publiczności.
Wyścigi starsze od miejskiego Sopotu
Historia wyścigów w tym miejscu sięga XIX wieku i jest starsza od praw miejskich Sopotu. W latach 70. XIX stulecia tereny pomiędzy dzisiejszą ulicą Polną a granicznym potokiem wykorzystywali pruscy huzarzy, którzy urządzali tutaj ćwiczenia kawaleryjskie i biegi myśliwskie.
Regularne gonitwy rozpoczęły się w 1898 roku. Powstały wówczas pierwsze trybuny, hala totalizatora i tor, którego układ w dużej mierze przetrwał do dzisiaj. Sopot rozwijał się już jako modny kurort, a wyścigi doskonale pasowały do atmosfery letniska pełnego hoteli, restauracji, koncertów i gości przyjeżdżających z całego regionu.
Największą popularnością zawody cieszyły się w okresie Wolnego Miasta Gdańska. Na trybunach spotykali się kuracjusze, wojskowi, mieszkańcy, właściciele koni oraz gracze zainteresowani przede wszystkim totalizatorem. Bliskość kolei sprawiała, że na tor łatwo można było dotrzeć z Gdańska, Oliwy i dalszych miejscowości.
Jeszcze w latach 70. XX wieku latem na wyścigi chodziło się niemal co niedzielę. Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić. Cały sopocki sezon mieści się obecnie w dwóch lipcowych weekendach. Właśnie ta rzadkość sprawia jednak, że wydarzenie zachowało swój niecodzienny charakter.
Trochę sportu, trochę pikniku
Sopockie wyścigi nie przypominają sztywnego widowiska, na które trzeba przyjść w eleganckim kapeluszu i stroju rodem z brytyjskiego Ascot. Oczywiście kapelusz może się przydać, szczególnie podczas tradycyjnego konkursu, ale równie dobrze można pojawić się w letniej koszulce i krótkich spodenkach.
Na torze startują konie pełnej krwi angielskiej, araby oraz francuskie kłusaki ciągnące lekkie, dwukołowe wózki nazywane sulkami. Pomiędzy gonitwami jest czas na przejrzenie programu, spacer po terenie, obserwowanie koni przygotowujących się do startu i skorzystanie ze strefy gastronomicznej. Organizatorzy przygotowują również atrakcje dla dzieci, konkurs kapeluszy i dodatkowe pokazy.
Hipodrom ma przy tym urok miejsca, które nie zostało całkowicie wygładzone i zamienione w nowoczesną arenę widowiskową. Część obiektu przeszła kilkanaście lat temu dużą modernizację. Powstały nowe stajnie, hale, pomieszczenia socjalne i zaplecze hipoterapii, a zabytkowa trybuna została odrestaurowana.
Z perspektywy widza widać jednak, że nie wszystko jest nowe. Trybuny pozostają skromne, miejscami mało wygodne i nie imponują standardem znanym ze współczesnych stadionów. Infrastruktura wymaga dalszej troski, ale właśnie dzięki temu Hipodrom nie stracił całkowicie dawnego charakteru. Drewniane zadaszenie, barierki, bliskość toru i widok koni prowadzonych na start pozwalają na chwilę zapomnieć o znajdującej się tuż obok nowoczesnej Ergo Arenie.
Za przysłowiowe pięć złotych
Wyścigi można oczywiście oglądać bez obstawiania. Nawet niewielki, symboliczny zakład potrafi jednak całkowicie zmienić sposób przeżywania gonitwy. Koń, którego nazwę poznaliśmy kilka minut wcześniej, nagle staje się najważniejszym zawodnikiem dnia.
Można wskazać zwycięzcę, wytypować dwa lub trzy pierwsze konie albo próbować przewidzieć kolejność na mecie. Osoba, która jeszcze chwilę wcześniej nie odróżniała faworyta od outsidera, zaczyna uważnie analizować program, formę zawodników, dystans i nazwisko dżokeja.
To dodatkowa atrakcja, która za przysłowiowe pięć złotych pozwala przeżyć kilka minut autentycznych emocji. Szczególnie wtedy, gdy wybrany koń rusza z końca stawki i zaczyna odrabiać straty na ostatniej prostej.
Dżokeje i konie, na które warto spojrzeć
Podczas drugiego weekendu na sopockim torze pojawią się zawodnicy znani z najważniejszych polskich wyścigów. Wśród nich jest Sanzhar Abaev, który na początku lipca prowadził w rankingu dżokejów warszawskiego Służewca. W Sopocie mają startować również Szczepan Mura, Szczepan Mazur i Kumushbek Dogdurbek Uulu.
Wśród koni uwagę może zwracać pięcioletnia arabska klacz HM Al Fayza, która w dotychczasowych tegorocznych startach regularnie zajmowała miejsca w czołówce. Ciekawym uczestnikiem ma być również Logman Muscat, zwycięzca jednej z lipcowych gonitw w Warszawie.
W rywalizacji kłusaków zapowiadane są między innymi Iron Alba Vel, Jama Pro oraz Factoriel. Konie te mają wystąpić w Sopockim Maratonie rozgrywanym na dystansie 3000 metrów.
Nie są to oczywiście gotowe recepty na wygraną. W wyścigach znaczenie mają forma dnia, stan toru, dyspozycja zawodnika i zachowanie konia tuż przed startem. Program warto więc traktować jako wskazówkę, a nie obietnicę pewnego wyniku.
Ile kosztuje koń wyścigowy?
Cena konia zależy od wieku, pochodzenia, wyników i potencjału. Młodego, niesprawdzonego jeszcze wierzchowca można kupić za kilkanaście tysięcy złotych. Za dobrze rokujące konie płaci się dziesiątki tysięcy, a zwierzęta z udaną karierą mogą być warte setki tysięcy złotych.
Sam zakup jest dopiero początkiem wydatków. Dochodzą koszty stajni, treningu, paszy, transportu, opieki weterynaryjnej oraz pracy ludzi zajmujących się koniem każdego dnia.
Nagrody na sopockim torze są znacznie skromniejsze niż podczas największych europejskich wyścigów. Pule poszczególnych gonitw wynoszą najczęściej od około 10 do kilkunastu tysięcy złotych. Jedną z najwyżej nagradzanych rywalizacji będzie Puchar Bałtyku dla kłusaków francuskich z pulą 20 tys. zł.
Nagroda nie trafia w całości do zwycięzcy. Jest dzielona pomiędzy właścicieli koni zajmujących kilka pierwszych miejsc, a część pieniędzy przypada również trenerom i zawodnikom. Utrzymanie konia może kosztować więcej, niż uda się wygrać w ciągu sezonu. Wyścigi nie zawsze są więc prostym biznesem. Dla wielu właścicieli pozostają pasją, prestiżem i próbą znalezienia wyjątkowego zawodnika.
W programie drugiego weekendu znalazły się między innymi Sopocki Maraton, Memoriał Leszka Gniazdowskiego, Puchar Toru Służewiec, Puchar Bałtyku oraz Nagroda Zakończenia Sopockiego Mityngu.
Ostatnia okazja tego lata
Sopockie wyścigi nie są największą ani najbogatszą imprezą jeździecką w Polsce. Trwają krótko, trybuny mogłyby być wygodniejsze, a większość publiczności nie zna rodowodów koni i zasad klasyfikacji. Nie trzeba jednak być ekspertem, aby dobrze się bawić.
Wystarczy kupić program, wybrać konia po wynikach, nazwisku dżokeja, umaszczeniu albo po prostu po nazwie. Potem można podejść do barierki i czekać na tradycyjny sygnał „bomba w górę”. Po chwili słychać tętent, publiczność zaczyna dopingować, a cała stawka mija metę szybciej, niż zdążymy dokładnie zrozumieć, co wydarzyło się na ostatnim zakręcie.
Drugi i ostatni weekend Wyścigów Konnych Sopot 2026 odbędzie się 18 i 19 lipca. Pomimo wprowadzenia biletów nadal jest to jedna z ciekawszych propozycji na letnie popołudnie. Można zobaczyć konie z bliska, poczuć atmosferę sportowej rywalizacji i na kilka godzin przenieść się do Sopotu, którego na co dzień już właściwie nie ma – kurortu wyścigów, dawnych trybun i emocji przy totalizatorze.