Po wystąpieniu Artura Szostaka powstała strona i ruszyła obywatelska sonda
Po wystąpieniu Artura Szostaka z Kocham Gdańsk podczas sesji Rady Miasta Gdańska temat ewentualnego referendum w mieście przestał być wyłącznie kuluarową rozmową. Uruchomiona została strona referendum.gdansk.pl, która nie rozpoczyna formalnej procedury, ale zadaje mieszkańcom jedno pytanie: czy Gdańsk potrzebuje referendum?
Podczas sesji Rady Miasta Gdańska, poświęconej debacie nad raportem o stanie miasta, Artur Szostak z Kocham Gdańsk przedstawił publicznie temat strony referendum.gdansk.pl. Nie była to deklaracja rozpoczęcia zbiórki podpisów ani ogłoszenie powstania komitetu referendalnego. Jak podkreślał Szostak, chodzi na razie o zadanie pytania mieszkańcom i sprawdzenie, czy w Gdańsku istnieje społeczna potrzeba rozmowy o referendum.
Samo pojawienie się tego tematu wywołało jednak zauważalne poruszenie. Według relacji organizatorów już w trakcie obrad Rady Miasta zaczęło rosnąć zainteresowanie stroną, a w sondzie pojawiła się gwałtowna fala głosów. Początkowo miało to być około 250–300 głosów przeciwko referendum, które pojawiły się w krótkim czasie. W ocenie Artura Szostaka i osób zaangażowanych w projekt wyglądało to jak szybka mobilizacja środowisk związanych z urzędem lub obecnymi władzami miasta. Później, jak relacjonują organizatorzy, proporcje zaczęły się zmieniać, ponieważ do głosowania zaczęli włączać się także mieszkańcy.
To właśnie ta reakcja stała się jednym z pierwszych sygnałów, że temat referendum w Gdańsku nie jest całkowicie abstrakcyjny. Strona, która miała być przede wszystkim miejscem uporządkowania wiedzy i zbadania nastrojów, zaczęła przyciągać realne zainteresowanie.
Strona, nie komitet
Twórcy referendum.gdansk.pl wyraźnie zaznaczają, że nie jest to formalny start procedury referendalnej. Nie ma komitetu, nie ma zbiórki podpisów i nie ma jeszcze decyzji o rozpoczęciu inicjatywy. Strona ma na tym etapie charakter informacyjny, sondażowy i obywatelski.
Jej główne zadanie jest proste: sprawdzić, czy mieszkańcy Gdańska widzą potrzebę przeprowadzenia referendum, jakie mają argumenty za takim rozwiązaniem, a także jakie mają argumenty przeciw. Na stronie można wyrazić swoją opinię, wziąć udział w sondzie oraz zgłosić argumenty. Można również zostawić kontakt, jeśli ktoś chciałby w przyszłości włączyć się w ewentualne działania.
Według informacji przekazywanych przez organizatorów przez formularz zgłosiło się już około 20 osób. To wciąż nie oznacza rozpoczęcia procedury, ale pokazuje, że wokół tematu zaczyna tworzyć się pewien potencjał społeczny.
W Gdańsku ewentualne referendum odwoławcze byłoby bardzo trudnym przedsięwzięciem organizacyjnym. Do rozpoczęcia procedury konieczne byłoby zebranie około 37 tysięcy podpisów, a w praktyce — z bezpiecznym zapasem — ponad 50 tysięcy. Ustawa daje na to 60 dni. To oznacza, że sama sympatia dla pomysłu nie wystarczy. Potrzebna byłaby duża grupa zaangażowanych mieszkańców, sprawna organizacja, konsekwencja i gotowość do pracy w terenie.
Dlatego Artur Szostak w swoim wystąpieniu nie ogłaszał startu referendum, ale mówił o konieczności sprawdzenia, czy taka wola wśród mieszkańców w ogóle istnieje.

Referendum jako narzędzie kontroli
Jednym z głównych wątków wystąpienia Artura Szostaka była obrona referendum jako normalnego narzędzia demokracji. W jego ocenie debata publiczna zbyt często sprowadza referendum do „hucpy”, „awantury” albo politycznej gry. Tymczasem referendum lokalne jest procedurą przewidzianą w prawie i jednym z instrumentów kontroli obywatelskiej.
Szostak zwracał uwagę, że nie można z jednej strony zachęcać mieszkańców do udziału w wyborach i prowadzić kampanii profrekwencyjnych, a z drugiej strony zniechęcać ich do udziału w referendum, jeśli głosowanie może być niewygodne dla władzy. W jego ocenie demokracja nie polega na tym, że mieszkańcy raz na kilka lat oddają głos, a potem mają milczeć do kolejnych wyborów.
Ten argument pojawia się również w materiałach publikowanych wokół strony. Zwolennicy rozmowy o referendum podkreślają, że kontrola władzy nie powinna kończyć się w dniu wyborów. Sama możliwość referendum działa dyscyplinująco: przypomina rządzącym, że mandat społeczny nie jest dany raz na zawsze.
Spadek zaufania do władz
Wystąpienie na Radzie Miasta odwoływało się również do badań opinii publicznej zamawianych przez miasto. Jak wskazywał Artur Szostak, zaufanie do prezydent Aleksandry Dulkiewicz nie rośnie, lecz spada. Według przywoływanych danych w 2023 roku ufało jej 42 procent mieszkańców, a dwa lata później 37 procent. Jednocześnie odsetek osób deklarujących brak zaufania wzrósł z 19 do 28 procent.
Szostak zwracał także uwagę na ocenę działalności władz miasta. Według przywołanych przez niego danych tylko 9 procent mieszkańców ocenia działalność prezydent Gdańska bardzo dobrze. W przypadku Rady Miasta Gdańska wynik „bardzo dobry” miało wskazać jedynie 2 procent mieszkańców.
Dla twórców strony referendum.gdansk.pl te liczby nie są jeszcze dowodem na konieczność referendum. Są jednak sygnałem, że pytanie o skalę zaufania do władz i jakość zarządzania miastem nie jest oderwane od rzeczywistości. Jeżeli duża część mieszkańców ocenia działania władz przeciętnie, źle albo deklaruje brak zaufania, to — zdaniem organizatorów — warto zapytać, czy nie pojawia się potrzeba silniejszego narzędzia kontroli obywatelskiej.
Argumenty mieszkańców
Na stronie i w materiałach przygotowywanych przez Kocham Gdańsk pojawiają się różne grupy argumentów. Część z nich ma charakter ogólny i dotyczy demokracji, jawności oraz prawa mieszkańców do kontroli. Inne są bardziej codzienne i odnoszą się do komunikacji, korków, cen biletów, czynszów, jakości powietrza, zieleni, remontów czy organizacji ruchu.
Wśród najczęściej powracających tematów pojawia się przekonanie, że referendum nie powinno być traktowane jako atak na kogokolwiek, ale jako konstytucyjne prawo mieszkańców. Drugi powtarzający się argument dotyczy jawności: skoro decyzje o wydatkach, inwestycjach i majątku miasta zapadają za publiczne pieniądze, mieszkańcy mają prawo znać ich kulisy i oczekiwać jasnych odpowiedzi.
Silny jest także wątek konsultacji społecznych. Mieszkańcy zwracają uwagę, że konsultacje mają sens tylko wtedy, gdy realnie wpływają na decyzje. Jeśli są odbierane jako formalność albo element procedury, który trzeba „odhaczyć”, zamiast prawdziwego dialogu, rośnie frustracja i potrzeba mocniejszego obywatelskiego głosu.
Osobną grupę stanowią argumenty dotyczące priorytetów miasta. Pojawia się pytanie, czy w Gdańsku nie za często wygrywa prestiż, promocja i wizerunek, a zbyt rzadko codzienne potrzeby mieszkańców. Dla wielu osób miasto to przede wszystkim komunikacja, remonty, parkingi, zieleń, czystość, bezpieczeństwo, ceny mieszkań i jakość usług publicznych. Jeżeli te podstawowe sprawy nie działają, mieszkańcy zaczynają pytać, czy kierunek zarządzania miastem wymaga weryfikacji.
Wśród głosów mieszkańców pojawiają się również bardzo praktyczne sprawy: drożejąca komunikacja miejska, codzienne korki, remonty ciągnące się zbyt długo, problemy z parkowaniem, dostępność mieszkań, kolejki po lokale komunalne, zaniedbania w dzielnicach czy obawy o jakość powietrza. To argumenty mniej spektakularne niż wielkie polityczne hasła, ale dla mieszkańców często najważniejsze, bo dotyczą ich codziennego życia.
Są także argumenty przeciw
Twórcy strony podkreślają, że referendum.gdansk.pl nie ma być jednostronną tubą. Na stronie można zgłaszać także argumenty przeciw referendum. I takie głosy również się pojawiają.
Część mieszkańców może uważać, że referendum byłoby dziś przedwczesne, kosztowne albo destabilizujące. Inni mogą twierdzić, że prezydent i Rada Miasta powinny spokojnie dokończyć kadencję, a ocena władz powinna nastąpić dopiero przy kolejnych wyborach. Są też osoby, które mogą nie być zadowolone ze wszystkich decyzji miasta, ale jednocześnie nie widzą potrzeby sięgania po tak mocne narzędzie jak referendum odwoławcze.
Organizatorzy deklarują, że chcą te głosy pokazywać i traktować poważnie. W ich ocenie sens strony polega nie na tym, by z góry narzucić odpowiedź, ale by sprawdzić, jakie są nastroje społeczne.
Gdańsk bez jednego zapalnika?
W rozmowach wokół strony pojawia się także porównanie do Warszawy, gdzie również rozpoczęła się społeczna inicjatywa związana z referendum. Tam jednak debata ma wyraźniejszy punkt zapalny — sprawę Szpitala Południowego. W Gdańsku sytuacja jest inna. Tutaj nie widać jeszcze jednej sprawy, która mogłaby stać się powszechnie rozpoznawalnym symbolem niezadowolenia.
Zamiast jednego zapalnika jest raczej suma wielu problemów: spadek zaufania, poczucie braku wpływu, krytyka konsultacji, zarzuty dotyczące jawności, komunikacji, infrastruktury, priorytetów i jakości życia. To może utrudniać mobilizację, bo referendum potrzebuje prostego, mocnego impulsu. Z drugiej strony może też pokazywać, że problem jest głębszy i dotyczy nie jednej afery, ale stylu zarządzania miastem.
Pytanie brzmi więc nie tylko, czy mieszkańcy są niezadowoleni z konkretnej decyzji, ale czy narasta w nich przekonanie, że obecny model rządzenia Gdańskiem wymaga obywatelskiego „sprawdzam”.

Co dalej?
Na tym etapie nic nie jest przesądzone. Strona referendum.gdansk.pl działa, sonda przyciągnęła zainteresowanie, mieszkańcy przesyłają argumenty, a pierwsi chętni zgłaszają się przez formularz. To jednak wciąż etap wstępny.
Do formalnej inicjatywy referendalnej droga jest daleka. Potrzebna byłaby grupa ludzi gotowych do działania, jasna struktura, decyzja o rozpoczęciu procedury i zdolność zebrania dziesiątek tysięcy podpisów w krótkim czasie. Bez tego referendum pozostanie tematem debaty, a nie realnym procesem.
Ale już dziś można powiedzieć, że samo pytanie zostało zadane publicznie. A reakcja na nie pokazuje, że temat nie jest obojętny ani dla mieszkańców, ani dla środowiska związanego z władzami miasta.
Czy Gdańsk potrzebuje referendum? Na razie odpowiedź nie jest przesądzona. Ale po wystąpieniu Artura Szostaka na Radzie Miasta i uruchomieniu strony referendum.gdansk.pl widać, że ta rozmowa właśnie się zaczęła.
I być może to jest najważniejsze: nie samo referendum, lecz fakt, że mieszkańcy zaczynają coraz wyraźniej pytać, kto naprawdę ma ostatnie słowo w mieście.