Gdańsk celował w kosmos
Było obszerne stanowisko skierowane do premiera, specjalna strona internetowa, kampania promocyjna i poparcie ponad stu pomorskich instytucji. Za kandydaturą Gdańska stanęli samorządowcy, naukowcy, przedsiębiorcy oraz byli i obecni politycy. Cała ta mobilizacja nie wystarczyła. Centrum Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) powstanie w Warszawie, a Gdańsk musi pogodzić się z utratą jednej z najbardziej prestiżowych inwestycji instytucjonalnych ostatnich lat.
O wyborze Warszawy poinformowano 13 lipca podczas konferencji z udziałem premiera Donalda Tuska, ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego oraz dyrektora generalnego ESA Josefa Aschbachera. Decyzja zakończyła trwające od kilku miesięcy zabiegi polskich miast, wśród których Gdańsk należał do najbardziej aktywnych kandydatów.
Pomorska ofensywa była przygotowana z dużym rozmachem. Jej inicjatorami zostali prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz oraz marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk. W maju przedstawili premierowi wspólne stanowisko środowisk gospodarczych, naukowych i samorządowych. Dokument zawierał rozbudowane uzasadnienie, dlaczego centrum powinno powstać właśnie nad Bałtykiem.
Do kampanii uruchomiono osobny serwis internetowy „ESA for Gdańsk”, prezentujący potencjał regionu, argumenty dotyczące bezpieczeństwa oraz listę partnerów. Kandydaturę poparło ponad sto instytucji, przedsiębiorstw, uczelni i organizacji. Honorowym sygnatariuszem został Lech Wałęsa. Pod stanowiskiem znaleźli się również poseł Jarosław Wałęsa, europosłanka Magdalena Adamowicz, wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz, prezydent Gdyni Aleksandra Kosiorek oraz przedstawiciele pomorskich samorządów.
Szeroka była przede wszystkim reprezentacja nauki i biznesu. Poparcie wyraziły między innymi Politechnika Gdańska, Uniwersytet Gdański, Gdański Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Morski, Akademia Marynarki Wojennej, Instytut Oceanologii PAN, Port Gdańsk, Baltic Hub, Rafineria Gdańska oraz firmy technologiczne i kosmiczne działające w regionie. Była to jedna z tych rzadkich spraw, przy których różne części Pomorza potrafiły wystąpić wspólnie.
Za słabe argumenty Gdańska
Pomorska kandydatura nie opierała się wyłącznie na prestiżu miasta. Jej podstawowym argumentem była obecność w Gdańsku siedziby Polskiej Agencji Kosmicznej. Umieszczenie w tym samym mieście ośrodka ESA miało tworzyć naturalne zaplecze instytucjonalne i ograniczać rozproszenie polskiego sektora kosmicznego.
Gdańsk wskazywał również na wyjątkowe połączenie kompetencji morskich i kosmicznych. Technologie satelitarne mają coraz większe znaczenie dla obserwacji Bałtyku, monitorowania tak zwanej floty cieni oraz ochrony portów, gazociągów, kabli podmorskich, farm wiatrowych i przyszłej elektrowni jądrowej. W pomorskim stanowisku podkreślano możliwość współpracy z Marynarką Wojenną, Strażą Graniczną, Akademią Marynarki Wojennej oraz powstającym Ośrodkiem Monitorowania Morza Bałtyckiego.
Były to argumenty konkretne i dopasowane do zadań, które ma realizować nowa placówka. Tym bardziej decyzja pozostawia w Gdańsku poczucie niewykorzystanej szansy.
Polityczna bliskość również nie wystarczyła
Wokół kandydatury od początku obecny był także czytelny kontekst polityczny. Donald Tusk jest silnie związany z Gdańskiem, a miejscowi samorządowcy należą do jego naturalnego środowiska politycznego. Można więc było zakładać, że dostęp do premiera i dobre relacje z szefem rządu zwiększą szanse miasta. Apel skierowano bezpośrednio do niego, a w kampanię zaangażowały się instytucje kierowane przez osoby związane z obozem rządzącym. Ostatecznie polityczna bliskość nie przełożyła się jednak na korzystną dla Pomorza decyzję.
Właśnie dlatego wybór Warszawy można rozpatrywać jako wyraźną porażkę lokalnych władz. Gdańsk przygotował argumentację, zmobilizował region i nadał sprawie duży rozgłos. Powstała profesjonalna witryna, zgromadzono podpisy i przedstawiono gotową koncepcję działalności centrum. Z punktu widzenia najważniejszego celu wszystkie te działania okazały się nieskuteczne.
Nie było formalnego konkursu
Pozostaje też pytanie o sposób wyboru lokalizacji. Ministerstwo Rozwoju i Technologii informowało, że nie prowadzono formalnego konkursu, a miasta nie składały oficjalnych ofert. Przedstawiciele Gdańska, Poznania, Katowic, Wrocławia, Warszawy, Krakowa i Łodzi prezentowali swój potencjał podczas spotkań z ministrem, natomiast decyzję podjęto po analizach prowadzonych wspólnie ze stroną polską i ESA.
Minister Andrzej Domański zapewnił po ogłoszeniu wyniku, że proces opierał się na jasno określonych kryteriach ESA. Wśród ocenianych elementów znajdowały się potencjał naukowo-badawczy, infrastruktura, kadry, transport oraz warunki dla zagranicznych pracowników. Nie opublikowano jednak punktacji ani szczegółowego porównania kandydatur. Trudno więc stwierdzić, gdzie dokładnie Gdańsk stracił przewagę i które argumenty Warszawy okazały się rozstrzygające.
Brak formalnego konkursu sprawia, że mieszkańcy Pomorza mogą oceniać przede wszystkim rezultat. Ten jest jednoznaczny: prestiżowa instytucja kolejny raz zostanie ulokowana w stolicy.
Czym zajmie się centrum ESA?
Nowa placówka będzie Centrum Bezpieczeństwa Cywilnego i Odporności ESA. Ma wspierać Europę w reagowaniu na kryzysy, ochronie infrastruktury i wykorzystywaniu technologii kosmicznych w warunkach zagrożenia. Jej działalność obejmie zarządzanie kryzysowe, symulacje operacji na orbicie, monitorowanie zakłóceń usług satelitarnych oraz rozwój technologii podwójnego zastosowania.
Będzie to pierwszy ośrodek ESA zlokalizowany poza terytorium państw, które w 1975 roku zakładały agencję. Wstępne działania operacyjne mają ruszyć w 2027 roku, a centrum ma być stopniowo rozwijane między innymi w kierunku testowania bezpiecznej łączności satelitarnej. Zapowiedziano również prace nad pierwszym polskim statkiem kosmicznym służącym między innymi do transportu, serwisowania i tankowania satelitów.
To oznacza miejsca pracy, międzynarodową kadrę, zamówienia dla przedsiębiorstw oraz stały napływ projektów badawczych. Siedziba centrum mogła wzmacniać pomorskie uczelnie i firmy przez kolejne dziesięciolecia. Tych korzyści nie da się w pełni zastąpić udziałem w ogólnopolskiej sieci współpracy, której utworzenie zapowiedział rząd.
Stracona szansa, której nie należy przykrywać gratulacjami
Przedstawiciele InvestGDA pogratulowali Warszawie i zapowiedzieli dalsze starania o inwestycje związane z obserwacją Ziemi, ochroną Bałtyku oraz infrastrukturą krytyczną. Takie podejście jest zrozumiałe. Gdańsk powinien zabiegać o udział w projektach ESA również po przegranej walce o siedzibę.
Nie warto jednak udawać, że nic poważnego się nie wydarzyło. Celem kampanii było sprowadzenie centrum do Gdańska. Centrum powstanie w Warszawie. Dla miasta jest to utrata prestiżowej instytucji, wysoko kwalifikowanych miejsc pracy i szansy na trwałe zakotwiczenie Pomorza na europejskiej mapie sektora kosmicznego.
Po tak intensywnej kampanii mieszkańcy mają prawo oczekiwać od władz Gdańska i województwa podsumowania. Warto dowiedzieć się, jakie działania podjęto, jakie koszty poniesiono, dlaczego argumenty regionu nie wystarczyły i jakie konkretne projekty rząd zamierza w zamian ulokować na Pomorzu.
Specjalna strona kampanii nadal prezentuje Gdańsk jako „port dla kosmicznego bezpieczeństwa Europy”. Po decyzji z 13 lipca pozostaje przede wszystkim internetowym śladem ambitnej, dobrze przygotowanej, lecz przegranej batalii.