Podczas sesji absolutoryjnej Rady Miasta Gdańska, na której omawiany był raport o stanie miasta oraz głosowane było wotum zaufania i absolutorium dla prezydent Aleksandry Dulkiewicz, do głosu dopuszczono 15 mieszkańców. Wokół tej listy pojawiły się jednak poważne kontrowersje.
Przedstawiciele środowiska Kocham Gdańsk wskazują, że z 15 osób, które wystąpiły jako mieszkańcy, 8 miało być członkami Koalicji Obywatelskiej. Zwracają też uwagę, że żadna z tych osób, według ich relacji, podczas wystąpienia nie przedstawiła się jako członek tej formacji. W ich ocenie ma to znaczenie, ponieważ przewodnicząca Rady Miasta Gdańska, Aleksandra Oszczarczak, również jest związana z Koalicją Obywatelską.
Sesja absolutoryjna to jedno z najważniejszych posiedzeń rady w roku. Radni rozpatrują wtedy raport o stanie miasta, odbywa się debata, a następnie podejmowane są decyzje dotyczące wotum zaufania i absolutorium. Ustawa o samorządzie gminnym przewiduje, że głos w debacie nad raportem mogą zabrać także mieszkańcy, jeśli wcześniej złożą pisemne zgłoszenie poparte wymaganą liczbą podpisów.
W gminach powyżej 20 tysięcy mieszkańców zgłoszenie musi być poparte co najmniej 50 podpisami. Ustawa wskazuje również, że mieszkańcy są dopuszczani do głosu według kolejności zgłoszeń, a liczba mieszkańców mogących zabrać głos wynosi 15, chyba że rada postanowi o zwiększeniu tej liczby.
Właśnie te dwa elementy, liczba dopuszczonych mówców oraz kolejność zgłoszeń, stały się osią sporu.
15 mówców i 8 osób z Koalicji Obywatelskiej
Według materiałów prezentowanych przez Kocham Gdańsk, wśród 15 osób dopuszczonych do głosu znalazło się 8 członków Koalicji Obywatelskiej. Organizacja przedstawia to jako istotną okoliczność polityczną, ponieważ osoby związane z jedną formacją stanowiły większość wszystkich mówców występujących formalnie jako mieszkańcy.
Przedstawiciele Kocham Gdańsk podkreślają, że nie kwestionują prawa członków partii do zabierania głosu jako mieszkańcy. Zwracają jednak uwagę na problem przejrzystości. Ich zdaniem odbiorcy debaty, czyli radni, media i mieszkańcy, powinni wiedzieć, czy dana osoba występuje wyłącznie jako niezależny mieszkaniec, czy jest jednocześnie członkiem formacji politycznej związanej z większością w Radzie Miasta.
Organizacja wskazuje też na kontrast z własnymi przedstawicielami, którzy podczas wystąpień mieli jasno informować, że są związani z Kocham Gdańsk. W przypadku osób związanych z Koalicją Obywatelską takiej deklaracji, według tej relacji, nie było.
W przekazie Kocham Gdańsk pojawia się teza, że sesja, która miała być debatą mieszkańców, w praktyce mogła zostać zdominowana przez polityczne zaplecze rządzącej większości.

Decyzja o limicie 15 osób
Drugim wątkiem jest ograniczenie liczby mówców do 15 osób. Zgodnie z ustawą jest to liczba podstawowa, ale rada może zdecydować o jej zwiększeniu. Kocham Gdańsk zwraca uwagę, że w poprzednich latach dopuszczano większą liczbę mieszkańców. Według relacji organizacji, w jednym z poprzednich lat wystąpić miało ponad 20 osób.
W tej sprawie pojawia się pytanie, kto faktycznie podjął decyzję, że tym razem głos zabierze wyłącznie 15 mieszkańców. Z materiałów przywoływanych przez Kocham Gdańsk ma wynikać, że w rozmowie prowadzonej w biurze Rady Miasta padło sformułowanie, iż była to decyzja przewodniczącej rady.
To istotne, ponieważ ustawa wskazuje, że liczbę mówców może zwiększyć rada. Przedstawiciele organizacji pytają więc, czy decyzja o pozostaniu przy limicie 15 osób powinna zostać podjęta jednoosobowo przez przewodniczącą, czy też powinna być przedmiotem decyzji całej rady.
W tle pojawia się również kwestia terminu. Mieszkańcy mogli zgłaszać się do dnia poprzedzającego sesję. Kocham Gdańsk twierdzi, że informacja o tym, iż więcej niż 15 osób nie zostanie dopuszczonych, miała być komunikowana wcześniej, jeszcze przed upływem terminu zgłoszeń. Zdaniem organizacji mogło to zniechęcać kolejnych mieszkańców do zbierania podpisów i składania zgłoszeń.
Spór o kolejność zgłoszeń
Najbardziej szczegółowe wątpliwości dotyczą kolejności osób dopuszczonych do głosu. Według relacji Kocham Gdańsk, w pewnym momencie do biura Rady Miasta weszły osoby składające kilka zgłoszeń. Wśród nich mieli być Artur Szostak, Paweł Zarzycki, Filip Górski i Magdalena Strumowska.
Jak twierdzą przedstawiciele organizacji, osoby obecne w sekretariacie miały usłyszeć informację, że przed nimi znajduje się 10 zgłoszeń, a kolejne miejsca mają przypadać następującym osobom: Artur Szostak jako 11., Tomasz Jezierski jako 12., Paweł Zarzycki jako 13., Justyna Jaszak jako 14., Magdalena Strumowska jako 15. i Filip Górski jako 16.
Kocham Gdańsk podkreśla, że informację tę miały słyszeć jednocześnie cztery osoby. W ocenie organizacji ma to znaczenie, ponieważ według tej wersji Justyna Jaszak i Magdalena Strumowska powinny mieścić się w pierwszej piętnastce.
Ostateczna lista miała jednak wyglądać inaczej. Wątpliwości dotyczą m.in. miejsca Bartłomieja Plewczyńskiego, Pawła Ramotowskiego oraz Filipa Borawskiego.
W przypadku Pawła Ramotowskiego zwrócono uwagę, że miał pojawić się między Arturem Szostakiem a Tomaszem Jezierskim, mimo że zgłoszenia tych dwóch osób, według relacji Kocham Gdańsk, zostały złożone razem. W trakcie sesji miało paść wyjaśnienie, że była to pomyłka.
Wątpliwości dotyczą także Bartłomieja Plewczyńskiego, który, według organizacji, miał znaleźć się między Cyprianem Mrzygłodem a Arturem Szostakiem. Kocham Gdańsk wskazuje, że ten fragment kolejności również wymaga wyjaśnienia.
Osobnym przypadkiem jest Filip Borawski. Z relacji organizacji wynika, że miał on zostać przesunięty na koniec listy po telefonicznej prośbie, ponieważ tego dnia miał egzamin. Przedstawiciele Kocham Gdańsk argumentują, że ustawa mówi o kolejności otrzymania zgłoszeń i nie przewiduje przesuwania kolejności wystąpienia z powodów prywatnych lub organizacyjnych.
Ten przypadek stał się jednym z mocniej eksponowanych elementów sprawy, ponieważ Borawski jest wskazywany przez Kocham Gdańsk jako osoba związana z Koalicją Obywatelską. Organizacja zestawia więc formalne wystąpienie jako mieszkaniec z polityczną identyfikacją tej osoby w innych materiałach publicznych.
Pytanie o sens debaty mieszkańców
W materiałach przywoływanych przez Kocham Gdańsk pojawia się również wątek rozmowy w biurze Rady Miasta, podczas której miało paść pytanie, kto słuchałby większej liczby mieszkańców, gdyby dopuszczono ich do głosu. Organizacja interpretuje to jako przykład sposobu myślenia, w którym głos mieszkańców traktowany jest jako problem organizacyjny, a nie jako istota debaty nad raportem o stanie miasta.
Z tej perspektywy sesja absolutoryjna nie jest zwykłym posiedzeniem technicznym. To moment, w którym mieszkańcy mogą publicznie odnieść się do kondycji miasta i działań władz. Kocham Gdańsk argumentuje, że jeśli mieszkańcy są ograniczani do minimum, a jednocześnie większość miejsc zajmują osoby związane z partią rządzącą, pojawia się pytanie o realny charakter tej debaty.
Według relacji przekazywanej przez organizację, już w trakcie samej sesji opozycja miała zgłosić wniosek o dopuszczenie wszystkich zgłoszonych mieszkańców. Wniosek ten miała odrzucić rządząca większość.
Kocham Gdańsk zwraca jednak uwagę, że na tym etapie sprawa była już w dużej mierze przesądzona. Jeśli wcześniej mieszkańcy słyszeli, że nie zostaną dopuszczeni, część z nich mogła nie przygotować wystąpień, nie kontynuować zbierania podpisów albo zrezygnować ze składania zgłoszeń.
Dlatego organizacja akcentuje nie tylko sam przebieg sesji, ale cały proces poprzedzający obrady: od przyjmowania zgłoszeń, przez informowanie mieszkańców, po ostateczne ustalenie listy mówców.
Jakich wyjaśnień oczekuje Kocham Gdańsk?
Kocham Gdańsk zapowiada domaganie się wyjaśnień w kilku sprawach. Po pierwsze, organizacja chce ujawnienia pełnej listy zgłoszeń wraz z datą i godziną wpływu każdego dokumentu. Bez tego, jak wskazują jej przedstawiciele, nie da się jednoznacznie ocenić, czy zachowano ustawową kolejność.
Po drugie, organizacja oczekuje odpowiedzi, kto i kiedy podjął decyzję o ograniczeniu liczby mieszkańców do 15. Kluczowe jest tu pytanie, czy była to decyzja całej rady, czy przewodniczącej.
Po trzecie, Kocham Gdańsk domaga się wyjaśnienia zmian w kolejności wystąpień, w szczególności przypadków Pawła Ramotowskiego, Bartłomieja Plewczyńskiego i Filipa Borawskiego.
Po czwarte, organizacja pyta o standardy przejrzystości debaty, skoro według jej ustaleń 8 z 15 osób dopuszczonych do głosu było członkami Koalicji Obywatelskiej, ale występowało wyłącznie jako mieszkańcy.
Sprawa ma zostać skierowana m.in. do wojewody jako organu nadzoru oraz do Rzecznika Praw Obywatelskich. Kocham Gdańsk zapowiada również zainteresowanie nią radnych wszystkich klubów oraz władz Koalicji Obywatelskiej w regionie.
Spór o standardy lokalnej demokracji
Niezależnie od dalszych wyjaśnień, sprawa dotyka szerszego problemu: jak w praktyce wygląda udział mieszkańców w najważniejszych debatach samorządowych.
Jeżeli procedura przewiduje możliwość zabrania głosu przez mieszkańców, kluczowe znaczenie ma przejrzystość. Mieszkańcy muszą wiedzieć, na jakich zasadach są dopuszczani, kto decyduje o liczbie mówców i czy kolejność zgłoszeń jest rzeczywiście respektowana.
W przeciwnym razie debata nad raportem o stanie miasta może stać się formalnym punktem programu, a nie realnym narzędziem kontroli obywatelskiej.
W gdańskiej sprawie najważniejsze pytanie brzmi więc nie tylko: kto wystąpił podczas sesji absolutoryjnej? Równie ważne jest pytanie: kto nie wystąpił i dlaczego?
Bo jeśli głos mieszkańców zostaje ograniczony do minimum, a większość tego minimum zajmują osoby związane z partią rządzącą, trudno się dziwić, że pojawiają się pytania o to, czy była to rzeczywiście debata mieszkańców, czy raczej debata dla swoich.